Swojska pasta i basta!

Jajeczna, twarogowa, sardynkowa, z makreli. Relikt PRL-u. Kulinarna prehistoria. Pasta kanapkowa. Już samo brzmienie tej zbitki słownej działa na nas jak maszyna czasu.

Są jeszcze w kraju nad Wisłą tacy, co robią pasty do chleba? Jako to drzewiej bywało? Są! Na przykład pani Tereska – najcudowniejsza kucharka pod słońcem, autorka posiłków w przedszkolu, do którego chodzi nasza córka. Podejrzewamy, że to dzięki „cioci Teresce” nasze dziecko tak chwacko do niego maszeruje.

Kiedy w przedszkolu wypada dzień pasty z makreli na śniadanie, jej aromat świdruje nosy już od progu. Że pobudza apetyt naszego przedszkolaka, nas nie dziwi. Za to zdumiewa nas fakt, że na jej zapach my – stare konie, z prędkością światła znowu stajemy się tamtymi dzieciakami sprzed lat. I tak bardzo, tak bardzo chcielibyśmy, by chwila ta trwała wiecznie… Szczęście, że trwa choć tyle, co okamgnienie.

Wówczas zadajemy sobie pytanie: i na co nam te wszystkie zamorskie, przysposobione tapenady, humusy i guacamole, gdy mamy własne, krajowe smarowidła? Że przeżytek? Że przaśne, plebejskie, mało wyszukane jadło? Nonsens! Wystarczy rzucić na ząb pastę z wędzonej makreli, z wiejskim jajem i domowym ogórkiem kiszonym…
A nagle okazuje się, że cudze chwalimy, swego nie znamy, sami nie wiemy co posiadamy.

Pasta z makreli z jajem

Składniki

1 spora wędzona makrela
2 jaja od szczęśliwej kury
1 solidna garść szczypiorku
półtorej łyżki majonezu
sól, pieprz do smaku
prawdziwy ogórek kiszony

Przepis

  • jajka gotujemy na twardo, drobno je kroimy.
  • makrelę dokładnie czyścimy z ości.
  • umyty szczypiorek siekamy.
  • w salaterce lub miseczce mieszamy jajka, rybę i szczypiorek z majonezem. Doprawiamy.
  • podajemy z pajdą świeżutkiego chleba i ogórkiem kiszonym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website