Chorizo jak bycza krew

Gdybyśmy mieli odpowiedzieć na pytanie, czym kierujemy się przy wyborze miejsc z myślą o naszych wakacjach, odpowiedzielibyśmy: JEDZENIEM!

Okej! Może nie jesteśmy obieżyświatami, którzy nie z jednego pieca na kuli ziemskiej chleb jedli. Co to to nie! Bo nie oszukujmy się! Żeby móc beztrosko odbywać podróże kulinarne do najdalszych, najbardziej ekscytujących zakątków świata, w dodatku z bagażem w postaci małych dzieci – jeden uśmiech nie wystarczy. Trzeba spełniać któryś z podstawowych warunków: albo mieć hajsu jak lodu, albo ogromną determinację i spryt. Albo jedno i drugie… Szczerze? Ani z nas krezusi, ani urodzeni kombinatorzy. Dlatego, w miarę naszych możliwości obieramy bezpieczne, oswojone kierunki na mapie Europy, w zgodzie z własnymi oczekiwaniami. Czyli miejsca, w których 2 tygodnie smakowania życia nie uczynią nas bankrutami, a przede wszystkim nie rozczarują naszych napalonych na tubylcze jedzenie apetytów. Jednym z kierunków, któremu jesteśmy od dwóch lat wierni jest Hiszpania.

Tyle tylko, że kuchnia Hiszpanii oczarowała nas bezgranicznie dopiero za drugim podejściem. Debiut w Maladze (Andaluzja) wydawał nam się zbyt sardynkowo-fryturowy i w gruncie rzeczy… dość monotematyczny. Choć należy mu przyznać, że miał swoje mocne akcenty. Tapasy. Dla nas majstersztyk.

Dopiero drugie podejście do hiszpańskiej kuchni w Barcelonie (Katalonia) otworzyło przed nami prawdziwy sezam kulinarnych rozmaitości… Tamtejsze jedzenie to jest to! Mięsno-rybne, konkretne, autentyczne, różnorodne. To kuchnia z temperamentem, która nie chodzi nie kompromisy. Gorąca krew na talerzu i w kieliszku. Zwłaszcza w kieliszku.

Musimy się Wam przyznać do pewnej słabości… Kochamy hiszpańskie wina. Jest w nich to, czego nie odnajdujemy w winach z innych części Europy. W hiszpańskich kryje się to „coś”, czego my najzwyczajniej nie potrafimy uchwycić i opisać słowami… Ale to „coś” właśnie sprawia, że nie umiemy im się oprzeć.

Ponieważ zauważyliśmy, że w Biedronce odbywa się teraz festiwal smaków Portugalii i Hiszpanii, nie mogliśmy do osiedlowego sklepu nie zajść i chociaż nie pogapić się na ofertę biedronkowej winniczki. I oczywiście skończyło się zakupami.
Nasze doświadczenie mówi, że w dyskontach w trakcie takich akcji tematycznych, można trafić na bardzo przyzwoite wina, w okazyjnych cenach. Tym razem w ręce wpadł nam Priorat Crianza Salauris. Do wina o tak zdecydowanym charakterze musieliśmy wymyślić potrawę z hiszpańską duszą… Udało się! Chorizo smażone w pomidorach z oliwkami. Doskonale sobie poradziło z winem, które lubi wymknąć się spod kontroli. Gorąca krew! 😉

chorizo2

Chorizo w pomidorach

Składniki

pęto chorizo
kieliszek czerwonego wina
passata (kartonik) albo puszka pomidorów pelati lub pół litra domowego przecieru
2 ząbki czosnku
garść oliwek z pestkami (mogą być i czarne, i zielone)
gałązka rozmarynu
listek laurowy
oliwa
sól, pieprz
opcjonalnie 20 dag zielonej świeżej fasolki (w wersji letniej)

Przepis

  • chorizo kroimy w pół-plasterki i podsmażamy na 2 łyżkach oliwy.
  • dodajemy posiekane ząbki czosnku i podsmażamy jeszcze chwilę (aż poczujemy w powietrzu czosnkowy aromat).
  • chorizo zalewamy kieliszkiem czerwonego wytrawnego wina (najlepiej tego, którym będziemy potem popijać potrawę).
  • gdy płyn się zagotuje, dodajemy pomidory (w lecie zamieniamy przecier na 5 świeżych pomidorów, obranych ze skórki i pokrojonych na ćwiartki).
  • dorzucamy liść laurowy i gałązkę rozmarynu. Dusimy na wolnym ogniu pod przykryciem przez godzinę (latem na tym etapie dodajemy zieloną fasolkę i dusimy jeszcze pół godziny) Jeśli jest taka potrzeba, dolewamy odrobinę wody, żeby sos się nie przypalił.
  • po kwadransie duszenia, dodajemy garść oliwek i dusimy jeszcze 15 minut.
  • na koniec doprawiamy solą oraz pieprzem i dusimy jeszcze 5 minut.
  • na talerzu danie podajemy posypane natką pietruszki z kawałkiem ciabaty i kieliszkiem hiszpańskiego wina.
    Ole!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website