Sylwester z tatarem

Kiedy organizowaliśmy 6 lat temu nasze wesele – a trzeba Wam wiedzieć, że była to połowa lipca czyli epicentrum lata – za kulinarny punkt honoru postawiliśmy sobie tatara. Toteż pierwszy warunek jaki rzuciliśmy od progu szefowej kuchni kasyna wojskowego, w którym zaplanowaliśmy wyprawienie weselnego przyjęcia brzmiał:
– Albo tatar na stół albo wesela tu nie będzie!
Pani kierowniczka, po której na pierwszy rzut oka widać było, że nie z jednego pieca chleb jadła, najpierw na nas litościwe zza okularów popatrzyła, a potem rzekła:
– No jeśli chcą państwo narażać swoich gości na masową niestrawność, również wolałabym dla swojego dobra, by takie wesele się tu nie odbyło…
Widok naszych min? Zapewne BEZCENNY!

A wesele się odbyło. Bez tatara.
Bo, jak się dowiedzieliśmy przy szczegółowym ustalaniu menu: nic tak tatarowi (nawet najlepszej jakości) nie potrafi popsuć reputacji, a serwującym go – krwi, jak… zenitalne temperatury. Zapamiętajcie to i weźcie sobie do serca. Tatar to bardzo delikatna materia. To mięsna surówka, która dramatycznie znosi warunki sauny. A stąd już tylko krok do poważnych konsekwencji dla jego zjadaczy…

Wniosek?
Jeśli chodzi za Wami, niczym cień, tatar to obowiązująca prognoza absolutnie Waszej chrapce sprzyja. A jeśli kupicie mięso z dobrego źródła, a przyrządzone wedle naszego przepisu wyjmiecie z lodówki tuż przed pożarciem, macie naprawdę szansę przeżyć nirwanę. No i prostszej i szybkiej, acz konkretnej zakąski pod dobrą zmrożoną wódeczkę czy pełne czerwone wino też ze świecą w sylwestra szukać…

Dobre, bo polskie? A może jednak – jak nazwa sugeruje – z krwi i kości tatarskie? Wszystko na to wskazuje, że to drugie… Ale, żeby nie było to zbyt oczywiste – legendy na ten temat są dwie.

Pierwsza głosi, że nazwa „tatar” pochodzi od słynnych krymskich Tatarów, którzy w XVI i XVII-tym wieku często najeżdżali nasze ziemie. Pamiętacie z historii?
I oni, ci Tatarzy,  przed wyprawą na podbój umieszczali siekane końskie mięso pod siodłami własnych wierzchowców i trzymali je tam.
Mięso w czasie takiej dynamicznej wyprawy marynowało się od uklepywania ruchem jeźdźca oraz soli pochodzącej z końskiego potu. I po zaledwie kilku godzinach nadawało się do zjedzenia (o-maj-gad!!!) bez skutków ubocznych.

Inna, bardziej prawdopodobna i mniej barbarzyńska teoria mówi, że nazwa tatara pochodzi od francuskiego steak l’americanne avec sauce tatare, czyli steku po amerykańsku, z sosem tatarskim. Z czasem nazwa ta skróciła się do wersji steak tartare.

A jak było naprawdę? Jak znamy życie, prawda leży gdzieś po środku. A zresztą… jakie to ma znaczenie? Najważniejszy i tak jest efekt na talerzu oraz doznania na podniebieniu.

BEFSZTYK TATARSKI

Składniki
30 dag wołowiny: polędwicy, ligawy, z udźca lub z tzw. świecy
1 surowe żółtko
1 sardynka z puszki
1 łyżka drobno posiekanej cebuli szalotki
1 drobno posiekany ogórek kiszony
2 drobno posiekane grzybki marynowane w occie
1 łyżeczka posiekanych kaparów
1 łyżeczka musztardy rosyjskiej
olej rzepakowy
pieprz, sól

Przepis

  • Mięso najłatwiej zmielić, ale lepiej będzie smakowało, jeśli je drobno posiekamy lub „zeskrobiemy” (mięso zeskrobujemy przejeżdżając ostrą stroną noża wzdłuż włókien mięśniowych).
  • Posiekane mięso mieszamy porządnie z 2 łyżkami oleju rzepakowego (oliwa się do tego nie nadaje, bo ma zbyt intensywny smak), rozgniecioną sardynką, solą i pieprzem (opcjonalnie można też dodać drobno posiekane liście lubczyku).
  • Z mięsa formujemy befsztyk na talerzu.
  • Na górze takiej porcji robimy małe wgłębienie i wlewamy do niego żółtko jajka.
  • Do tatara podajemy posiekanego ogórka, grzybki, kapary, cebulkę i musztardę. Przed spałaszowaniem wszystko ze sobą łączymy.
  • Tatar dobrze smakuje z grzanką na ciepło.

Nasz befsztyk tatarski z wołowiny to najpopularniejszy wariant. Ale spotkaliśmy też tatara z jagnięciny, gęsiny, a także z mało popularnej u nas, a uważanej za rarytas we Włoszech koniny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website