Stek – kawał skurczyBYKA cz. 2

„Nienawidzę rzeczywistości, ale to jedyne miejsce, gdzie można dostać dobry stek”
                                                                                                                                   Woody Allen

Dla mięsożerców powód kardynalny, by zacisnąć zęby, przyjąć gardę i się z rzeczywistością poboksować, a nawet – dla dobra sprawy – nadstawić szlachetnie policzek. W końcu cel uświęca środki. Dobry stek za wytrwałość zrekompensuje najbardziej poobijaną duszę, przetrącone skrzydła i nadwyrężone ciało.
No właśnie, dobry stek… Co to w ogóle znaczy?

Po pierwsze znaczy prawdziwe, sezonowane mięso z wołowiny mięsnej (nie mlecznej!). Jeśli chcecie się zorientować, jak je kupować, zapraszamy Was do lektury o TU [KLIK].

No dobra, mamy już kawał dobrego mięcha. I co teraz? Jak sprawić, by obcowanie z nim było dla kubeczków smakowych rozkoszą, a nie torturą? Zadanie wydaje się banalne. Wystarczy rzucić stek na rozgrzaną patelnię, chwilę potrzymać, potem przerzucić z pleców na brzuch. Minuta osiem i gotowe! To już ze schabowym więcej zachodu!

E-e! Nic z tych rzeczy. Aby stek przyprawił jego zjadacza o szaleństwo zmysłów, a nie mdłości, do niego – tego steku – trzeba z czułością, a nie obojętnością.

Przygotowanie mięsa. Po pierwsze nigdy nie smażymy steku wyjętego prosto z lodówki. Mięso musi złapać temperaturę pokojową, więc wyciągamy je z lodówki godzinę-dwie przed planowanym rzutem na patelnię.

Przyprawianie. Mięsa na steki nigdy nie przyprawiamy na długo przed smażeniem. Istnieje teoria, że najlepiej solić i pieprzyć je po zdjęciu z patelni lub w trakcie smażenia. My najbardziej lubimy doprawić mięso tuż przed wrzuceniem na patelnię. Naszym zdaniem wówczas smak równomierniej się w mięsiwie rozkłada.

Rozgrzanie patelni. Mięso smażymy na mocno rozgrzanej solidnej patelni o grubym dnie.
My, naszą kuchenkę indukcyjną ustawiamy na 7 stopień. Z doświadczenia wiemy, że na zwykłej kuchence elektrycznej ciężko nagrzać patelnię do odpowiedniej temperatury. Najlepsza wydaje się być kuchenka gazowa.
Na patelnię dodajemy trochę tłuszczu. Według nas najstosowniejsze jest klarowane masło.
Można też użyć oleju rzepakowego ze względu na jego neutralny smak.
Kiedy już tłuszcz się roztopi, czekamy do momentu aż zacznie delikatnie dymić. I dopiero teraz wrzucamy mięso.

Smażenie. Można rzec, że to cała filozofia. Wytrawni smakosze steków są w stanie wyczuć najmniejsze niuanse w zależności od poziomu ich wysmażenia. A trzeba Wam wiedzieć, że istnieje kilka jego stopni:

Blue (półsurowy)
Rare (krwisty)
Medium rare (półkrwisty)
Medium (średnio wysmażony)
Well done (wysmażony)

My smażymy steki na stopień medium rare. To znaczy, że obsmażamy mięso po 2-2,5 minuty (to klasyka gatunku) z każdej strony. UWAGA! Nie obracamy steku nabijając go na widelec! Używamy do tego szczypiec. Przekłucie mięsa otwiera jego pory i powoduje wyciek soków. To dla steku morderstwo.
Następnie patelnie przekładamy jeszcze na półtorej minuty do piekarnika nagrzanego do 100 stopni C (z termoobiegiem), żeby stek doszedł.
Jeśli chcemy, aby stek był mniej lub bardziej wysmażony, musimy odpowiednio krócej lub dłużej przetrzymać go na patelni albo w piekarniku.
A jak sprawdzić stopień wysmażenia mięsa? Nie! Tylko nie nożem! Z tej samej przyczyny, co przewracanie steku za pomocą widelca. Jest jedna genialna w swej prostocie zasada – zasada dłoni, świetnie wyjaśniona o TU [KLIK]

Wysmażony stek powinien jeszcze odpocząć około 5 minut, by mięsne soki odpowiednio w nim się rozłożyły. A potem można się już w niego wgryzać, wysysać jego nektar i delektować nim bez opamiętania. On tylko na to czeka. 😉

454f5ea4e047a8dce41d82bfb3f844f0 (1)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website