Kiełbaski jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”

Oj nie ma już nasza swojska kiełbasa dobrej reputacji. Nie ma… A szkoda, bo potencjał ma. Jaki? Najcenniejszy – tradycję. I to jaką! 600-letnią! Szkoda, że czasy tak nikczemnie ją pogrzebały…

 

Dawniej powiedzenie, że „nie dla psa kiełbasa” miało jakiś sens… Z mięsa młodej świnki. Dosmaczona czosnkiem i jałowcem. Wędzona prawdziwym dymem. A przede wszystkim ręcznie robiona: siekana i do naturalnego flaczka wtłaczana. No nie dla Burka taki rarytas!

Ale czasy się zmieniły. I co z niej dziś zostało? Chyba tylko nazwa. Bo cała reszta kompletnie zeszła na psy. To jest – na jeden wielki MOM (mięso oddzielone mechanicznie). I cały pies w tym pogrzebany, a dokładniej: zmielone na miazgę ścięgna, chrząstki, żyłki, skórki i co tylko producent zapragnie. Tłuste toto, niezdrowe, posypane hojnie konserwantami. I tak się teraz kiełbasę na masową skalę produkuje.

Całe szczęście, że zima to nie czas grilla i ognisk. Bo i popyt na stoczone kiełbasy naturalnie mniejszy. Ale co zrobić, gdy ochota choćby na taką pieczoną kiełbaskę przy mrozie do muru przyprze? Zadać sobie trud i poszukać w okolicy uczciwego rzeźnika, który nie mieli psa z budą, ale szanuje swoich klientów.

Jak na przykład pan Grzegorz Kwapniewski, kultowy już warszawski rzeźnik z Polnej [KLIK]. To u niego od niemal 3 lat kupujemy wołowinę na steki, mielone na burgery i przepyszne, uczciwe kiełbaski na grilla. Kiedyś o nim napiszemy, bo to wyjątkowy człowiek. Też dlatego, że zakupy w jego rodzinnym sklepiku to gratka dla każdego, kto przy okazji bycia obsługiwanym lubi z obsługującym pogadać, pożartować, pośmiać się i poczuć, że jest klientem oczekiwanym, a nie intruzem. Brawo ON!

Na Saskiej Kępie też odkryliśmy nietypowe miejsce. To sklep Le Diplomate, który prowadzi przesympatyczny Algierczyk, pan Boudjemaa Maouche [KLIK]. Jego biznes znany jest ze wspaniałej jagnięciny oraz oryginalnych produktów i przypraw jak z „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Toteż zaopatrują się w nim nie tylko okoliczni cudzoziemcy, z których Saska Kępa słynie, ale ściągają do niego pielgrzymki z całej stolicy. Z miejsca skradł nasze serca.

Właściciele obu sklepów na potrzeby swoich klientów robią kiełbaski Merguez. Są to małe, pikantne, surowe jagnięce kiełbaski, rodem z Tunezji. I da się to wyczuć już w pierwszym kęsie po specyficznej orientalnej nutce, której nośnikiem są egzotyczne przyprawy. Takie kiełbaski doskonale nadają się do grillowania, smażenia, pieczenia lub jako dodatek do innych dań.

A kiedy sparujemy je z dobrym, konkretnym czerwonym winem, jak hiszpańskie Tempranillo, zaczynamy mieć do czynienia na stole z daniem nietuzinkowym, wręcz wyszukanym, choć z pozoru bardzo, bardzo prostym… Bo tak w życiu, jak i na talerzu – charakter zawsze tkwi w szczegółach. I warto mieć to na uwadze… 😉

finca-antigua-tempranillo-la-mancha-do_p_dfot: www.winezja.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website