Droga na Kaukaz pod Warszawą

To już nie ma ani jednej knajpy w całej Warszawie, że musicie na obiad jechać aż za? – zapytał nas tata?

Ano nie ma. Takiej nie ma. A w ogóle, to knajping w stolicy jest przereklamowany. Sorry Warszawako. Lajf is brutal. Toteż w poszukiwaniu jedzenia przynajmniej przyzwoitego, dwie soboty temu zrobiliśmy 30 km, by zaspokoić apetyty w pewnym przydrożnym, niepozornym namiocie… Paradoks. I odkryliśmy, że w tym – być może dla niektórych szaleństwie – jest metoda. Na posiłek z marzeń neandertala. Dowód?

IMG_20160624_150223

Tak wygląda jedzenie w Grillu Kaukaskim [KLIK]. Malowniczo? To mało powiedziane. Człowiek spragniony solidnego jadła, przełamanego zielenią i jarzyną, zanim rzuci się na nie paszczowo, oczami je je (oł je!). Choć po prawdzie, zapach otulający całą okolicę, już na parkingu każe śliniankom intensywnie pracować.

Grill Kaukaski to bardzo fajna, wyróżniająca się na tle innych małych gastronomii, wspólna inicjatywa armeńskiego duetu: Pavla Portoyana, szefa kuchni i „griilmajstra” związanego wcześniej ze stołeczną Cafe Zielony Niedźwiedź oraz Diany Volokhowej, finalistki MasterChefa. Duet – jak dla naszej mięsolubnej natury – doskonały.

IMG_20160624_140741

Co nas tak urzekło? Właściwie to wszystko, co składa się na to miejsce. Od serdecznego uśmiechu załogi na dzień dobry, przez estetykę wnętrza, na naprawdę fajnym, bezpretensjonalnym, smacznym jedzeniu kończąc. Żadne bułki przez bibułki. Żadnego wydumanego eksperymentowania. Autentycznie, od serca. Tak kochamy najmocniej.

IMG_20160624_141223
IMG_20160624_141404
IMG_20160624_140856
IMG_20160624_141728

Co jedliśmy? Grillowany oczywiście wołowy kebab (lula kebab) i schab wieprzowy (czalagacz) z pieczonymi ziemniakami, skąpane w sałatce ze świeżych warzyw, podane na płacie ichniej pity (lawasz), czy raczej na cienkim placku w pity charakterze. A wszystko obłożone obłędnie pachnącą, rześką kolendrą.
Mięso? Rozpływało się w ustach. Bez tego namolnego aromatu dymu węgla, którego my nie znosimy. Sosy? Na pikantną, lekko orientalną nutę. No i ta kolendra, nasza ukochana…  Na przepłukanie gardła – oranżada z estragonem (tak, tak, zieleń budzi z Ludwikiem skojarzenia). Słodka jak ulep, ale ciekawa. No i zwieńczenie: kremowy sernik na czekoladowym kruchym spodzie. Klękajcie narody! Bo to arcymistrzostwo świata!

IMG_20160624_141026
IMG_20160624_142740
IMG_20160624_141317
IMG_20160624_140640

Aż żal było opuszczać ten niezwykły przybytek, trochę jak z kaukaskiej bajki. Ale my tam jeszcze wrócimy. Do Stefanowa. Na trasie do Krakowa. Tam, gdzie przy drodze taki biały, zaczarowany namiot stoi.

IMG_20160624_141636

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website