Bąbelki na Nowy Rok

Z czym Wam się kojarzy szampan?
Z toastami z przytupem? Z szampańską zabawą w nocy o północy? Z rześkimi, słodkimi bąbelkami, które z prędkością światła przyprawiają o przyjemny zawrót głowy?

A może z tanim, podłym, zdradliwym sikaczem? Ostatnim gwoździem do trumny sylwestrowego rautu? A w konsekwencji – kacem gigantem, który potrafi zamordować najlepsze wrażenia najbardziej ekscytującej imprezy?

No właśnie… Mówi się, że pić trzeba umieć. Ale z szampanem, który się pod szampana tyko podszywa jest jak z rosyjską ruletką: nigdy nie wiesz, kiedy zgon na ciebie padnie, choćbyś narzucił sobie ostrą samokontrolę.

Poza wszystkim, wycieranie sobie gęby (i dosłownie, i w przenośni) szampanem, który nawet koło szampana nie stał jest absolutnym nadużyciem. I powinno być z urzędu miesiącem przymusowej abstynencji karane. 😉

Tak się jakoś w kraju nad Wisłą utarło, że na musujące podróbki mówi się „szampan”. Gdyby przeciętny mieszkaniec Champagne we Francji, z której ten oryginalny szlachetny trunek pochodzi, dowiedział się jak profanujemy wizerunek francuskiego musującego wina, zapewne przeżegnałby się lewą nogą ze zdumienia. Bo jakiej reakcji w obliczu psucia dobrej marki się spodziewać?

Oryginalny szampan to młode, nie do końca przefermentowane wino, które wlewa się do butelek. Następnie ustawia je w lekko pochylonej pozycji w chłodnym miejscu. Wino w takich warunkach powoli fermentuje i dojrzewa, nasycając się dwutlenkiem węgla, który tworzy szampańskie bąbelki.

A jak produkuje się tanie podróbki? Lepiej spuśćmy na ten „proceder” zasłonę milczenia.

Dlatego my pseudoszampanowi, rujnującemu zdrowie i samopoczucie mówimy kategoryczne NIE! Okej, okej… Wiemy, ile za oryginał wytwarzany tradycyjną metodą trzeba zapłacić. Luksus kosztuje. A szczerze…? Burżujami to my na pewno nie jesteśmy. Ale jak się nie ma co się chce, to się ma to, co można mieć.

Toteż od paru lat z myślą o sylwestrze (i nie tylko) sięgamy po cieszące się dobrą opinią wina musujące, wytwarzane metodą zbliżoną do szampanów w Szampanii. Szczególnie ukochaliśmy sobie włoskie Prosecco z rejonów Wenecji Euganejskiej i Friuli-Wenecji Julijskiej oraz Cavę z hiszpańskiego rejonu Penedés. W ich rześkich bąbelkach można wyczuć delikatne owocowe nuty: gruszki, jabłka, cytrusów, a niekiedy także kwiatów.
Takie musujące wino, pite z umiarem, rzuca na nas wspomnień czar. Wakacje, cykady, pachnące ciepłem południowe gęste powietrze… Najlepsza oprawa dla powitania nowego roku.

IMG_20140920_165100

A zatem:
Niechaj Wam się darzy i mnoży! A najlepiej w prawdziwie szampańskim nastroju! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*
Website